RADOŚĆ OCZEKIWANIA

RADOŚĆ OCZEKIWANIA

Już jutro trzecia niedziela Adwentu. Przypomina nam to nieustanny upływ czasu, a także uświadamia nam, że nasze oczekiwanie na nadejście Zbawiciela wkrótce zostanie spełnione. I to właśnie oczekiwanie będzie słowem kluczowym tego artykułu.

Trzecia niedziela rozpoczyna zarazem drugą część Adwentu. Od tego momentu trwa już bowiem bezpośrednie przygotowanie do uroczystości Narodzenia Pańskiego. Okres ten obejmuje przedział od 16 do 24 grudnia, zaś każdy dzień posiada swą własną antyfonę, podkreślającą charakter zbliżającego się Przyjścia. W liturgii Mszy Świętej doniośle brzmią słowa ostatniego proroka Starego testamentu – Jana Chrzciciela: „Przygotujcie drogę Panu, Jemu prostujcie ścieżki” (Mk 1, 3). Liturgia zachęca nas do umiłowania rzeczy niewidzialnych: „abyśmy poznając Boga w widzialnej postaci, zostali przezeń porwani do umiłowania rzeczy niewidzialnych”. Mówi także o wymianie (podzieleniu) przez Chrystusa losu ludzkiego: przyjścia w cielesnej postaci. Oto Boże Narodzenie staje się wielkim podniesieniem natury ludzkiej: skoro Bóg tak bardzo siebie uniżył, rodząc się jako dziecko – o ileż wywyższył godność człowieka! Kościół, w 39 numerze ogólnych norm Roku liturgicznego i Kalendarza z 1969 r., naucza o Adwencie:„Okres Adwentu ma podwójny charakter. Jest okresem przygotowania do uroczystości Narodzenia Pańskiego, przez który wspominamy pierwsze przyjście Syna Bożego do ludzi. Równocześnie jest okresem, w którym przez wspomnienie pierwszego przyjścia Chrystusa kieruje się dusze ku oczekiwaniu Jego powtórnego przyjścia na końcu czasów. Z obu tych względów Adwent jest okresem radosnego i pobożnego oczekiwania”.

Człowiek nowego tysiąclecia jest człowiekiem „postmodernistycznym”. Oznacza to, że jest zawieszony pomiędzy oczekiwaniem a brakiem oczekiwania. Wielu można stwierdzić, że nie jest on już zdolny do oczekiwania z dwóch powodów: po pierwsze dlatego, że żyje zadowalając się bezpośrednią, lub po drugie – jest świadomy swoich licznych dokonań, wielu podjętych i zrealizowanych planów, które to zostały urzeczywistnione „tylko” dzięki jego osobistej niezależności.

Jednakże, gdy porównamy postawę człowieka pozornie „nowoczesnego” z człowiekiem pierwotnym, możemy dojść do wniosku, że nie został poczyniony żaden wielki postęp: ludzie szczycący się swoją inteligencją nadal wróżą z gwiazd, a swoje złe uczynki powierzają ciemnym mocom, aby otrzymać pokaźny zastrzyk energii i siłę do pokonywania wszelkich ograniczeń. W potrzasku zwracają się do różnego rodzaju magów, a w końcu uciekają się do sztucznego i „złotego” świata za którym stoi narkotykowy biznes i wszelkie inne formy zniewolenia przez zło. Jednakże, w tej postawie wyraża się głębokie pragnienie człowieka do posiadania swego opiekuna – dobroczynnego bóstwa, któremu może zawierzyć swój los. Wielu uważa, że nie potrzebuje Boga lub twierdzi, że On nie istnieje. Lecz potrzeba Jego bliskości jest wpisana w ludzkie serca, w których znajduje się także nieświadomie noszone oczekiwanie na zbawienie. Człowiek doświadcza go każdego dnia, ale nie jest w stanie go udźwignąć samodzielnie, bo przekracza to jego wyobrażenia, inteligencję i siły. Czy tego typu oczekiwanie na zbawienie jest „skazane” na trwałe pozostawanie w sercu człowieka jako oczekiwanie nie spełnione, jako wołanie przez nikogo nie usłyszane.

W sztuce Samuela Becketta „Czekając na Godota” odnajdziemy historię dwóch włóczęgów, którzy trwają w oczekiwaniu na Godota oczekując od niego poprawy swojego losu. Jednakże nic o nim nie wiedzą: nie znają ani terminu spotkania, ani też jego miejsca. Na tym oczekiwaniu tracą wiele cennego czasu. W pewnym momencie zjawia się przed nimi chłopiec, który przynosi wiadomość od Godota, że przybędzie on następnego dnia. Jednak nazajutrz przychodzi taka sama wiadomość: będzie jutro! Kolejnego dnia znowu to samo. I kolejnego, i kolejnego. A ci dwaj biedacy trwają nadal w swoim absurdalnym oczekiwaniu. Niektórzy mogliby dostrzec w postaci tych dwóch żebraków sytuację postmodernistycznego człowieka: skazany by oczekiwać na spotkanie, które nigdy nie nastąpi. Byłby to prawdziwy dramat i kompletny absurd: daremny trud podobny do poszukiwań na pustkowiu, gdzie wiadomo że niczego się nie znajdzie bez możliwości dotarcia do jakiejkolwiek oazy.  To cenne spostrzeżenie: oczekiwanie, aby nie było oczekiwaniem bezsensownym wymaga czekania na Kogoś. Kogoś, kto wreszcie nadejdzie, kogo będzie można spotkać. To oczekiwanie sprawia, że człowiek czuje się zawsze młodym, stale u początku drogi wypełniony odwagą do szalonych przedsięwzięć. Karmi się ono przeczuciem tego „nowego”, które się zbliża, które zaraz nadejdzie i któremu w żaden sposób nie można pozwolić odejść a wówczas wzrok staje się czujny, a ręce gotowe do działania! Tak, wszystko nastawione jest ku przyszłości. Z niej, podobnie jak brzask pojawia się o poranku, wreszcie nadejdzie On! A wtedy nastanie wielki dzień i będziemy mogli świętować.

Nie można nie wspomnieć, że w wypowiedziach i nawoływaniach lektora można dostrzec słowa oraz wydarzenia związane z nauczycielami i wzorcami adwentowego czasu oczekiwania: Izajaszem i Janem Chrzcicielem. Izajasz to prorok który poprzez swoją osobę i postawę wyraża nadzieję Izraela. Wskazuje na oczekiwanie człowieka i głosi ich bliskie spełnienie w osobie Zbawiciela. Nie ma żadnego powodu, aby powątpiewać w słowa Boga – On na pewno spełni swoje obietnice i nie będzie się spóźniać. Ten który stworzył niebo i ziemię ma moc uwolnić Izraela i wyprowadzić go z kolejnej niewoli. (por. Iz 48, 13). Zbawienie będzie więc nowym stworzeniem (por. Iz 45, 7-8).

Jan Chrzciciel zaś, to ostatni z proroków zarówno w swojej osobie jak i w nauczaniu. Ogniskuje całą wcześniejszą historię, i to w chwili, w której następuje jej spełnienie. Daje się poznać ludziom jako ten, którego misją jest przygotowywanie drogi dla Pana (por. Iz 40, 3) i stworzenie Izraelowi możliwości „poznania zbawienia”. które polega „na odpuszczeniu grzechów” (Łk 1, 77-78). To on jest tym, który może wreszcie wskazać na Chrystusa, który już jest obecny pośród swojego ludu (por. J 1, 29-34). Jego zamiarem jest uczynienie miejsca Jezusowi, który winien wzrastać, a on będzie się umniejszać (por. J 1, 19-28). Jego głos jest głosem mocnym, przynoszącym „uciszenie” niepokojów głęboko zakorzenionych w ludzkich umysłach.

Czas oczekiwania to czas radości, naznaczony rytuałem przygotowania. Trzeba przygotować drogę, obniżyć pagórki, oddzielić ziarno od plew i dokonać rytualnego oczyszczenia. Bo: Oto Pan przybywa, prostujcie drogi swego życia!

Dodaj komentarz